kto zabił andrzeja leppera
W związku ze śmiercią Andrzeja Leppera Aleksander Łukaszenka złożył kondolencje jego rodzinie i władzom Samoobrony - podała we wtorek białoruska agencja państwowa BiełTA.
Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera Kto naprawdę go zabił? Wojciech Sumliński. Twoje konto. Zaloguj się . Kontakt z nami. Zadzwoń do nas: 501374136
Były senator Samoobrony, Zbigniew Izdebski, twierdzi, że wie, kto zabił Andrzeja Leppera. Co więcej, ma on posiadać dowody potwierdzające swoją teorię. Jeżeli słowa te okażą się prawdą, może to być początek gigantycznej afery na polskiej scenie politycznej.
Przyznam, że jestem zaszokowany tą wiadomością. Składam rodzinie szczere wyrazy współczucia, także z powodu tego, co już, jak widzę, się wyrabia w mediach. Już wiadomo, że jego zwłoki nie będą zostawione w spokoju, dla rządowych mediów jest wart tyle, ile może zaszkodzić PiSowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zresztą, dokładnie, tak, jak za życia. To, co o nim pisano było
Jest tu ktoś jeszcze kto nie wierzy w samobójczą śmierć Leppera? Jest tu ktoś jeszcze kto nie wierzy w samobójczą śmierć - Andrzej Lepper - człowiek, który dla wielu był niewygodny
Ich Freue Mich Sie Kennenlernen Zu Dürfen. O jej okolicznościach wypowiedział się współpracownik polityka Dziesięć lat temu odszedł polityk i jedna z najbarwniejszych postaci polskiej sceny politycznej. Andrzej Lepper popełnił samobójstwo 5 sierpnia 2011 roku, wieszając się na sznurku w prywatnej łazience w swoim biurze w centrum Warszawy. Z okazji rocznicy tej tragedii dosyć wymowny wpis zamieścił w mediach społecznościowych Piotr Tymochowicz, doradca do spraw wizerunku nieżyjącego polityka. Natomiast cztery lata temu wieloletni współpracownik polityka, Sławomir Izdebski, wprost zasugerował, że śmierć Andrzeja Leppera była „zabójstwem na zlecenie”. Jakie tajemnice skrywa odejście lidera Samoobrony? 25 lata temu Gianni Versace zginął z rąk mordercy Piotr Tymochowicz o śmierci Andrzeja Leppera Na profilu doradcy mediowego na Facebooku rok temu opublikowany został wpis, który sugeruje, że Andrzej Lepper wcale nie targnął się na swoje życie. „Kolejna Rocznica Śmierci Mojego bardzo zdolnego ucznia, potem Wiernego Przyjaciela. Jego oprawcy bezpośredni i pośredni nie zostali ani osądzeni, ani nawet przesłuchani, ale kiedyś nadejdzie ten sprawiedliwy dzień. Tego jestem pewien”, grzmiał Piotr Tymochowicz. Współpracownik lidera Samoobrony twierdził, że tuż przed śmiercią polityk obawiał się o swoje życie. „Andrzej Lepper stanie się Symbolem Sprawiedliwych Rozliczeń. Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedział mi: „Piotrze, tym razem czuję, że chcą mnie zabić. Kilka godzin później nie żył!!! Kilka godzin później został bestialsko zamordowany!!!”, pisał rozemocjonowany doradca do spraw wizerunkowych. I deklarował, że Andrzej Lepper na zawsze pozostanie w jego pamięci. „Pamiętam Przyjacielu, każde Twoje słowo. Pamiętam Cię - jako wrażliwego, prawego dobrego człowieka . Piotr”, kończy. Sławomir Izdebski o śmierci Andrzeja Leppera: zlecono to zabójstwo „O to, jak zginął Andrzej Lepper, trzeba by zapytać osób, które to widziały. Chyba mało kto wierzy, że mógł sobie odebrać życie. Jego długi wykorzystano jako pretekst. To nie była śmierć samobójcza. Trzeba było czasu na analizę wielu sytuacji. Jest wiele rzeczy, które prokuratura musi wyjaśnić. Wstrzymano sekcję zwłok, nie wykonano jej natychmiastowo. Większość tych „samobójstw'” to najprawdopodobniej podanie ofiarom Pavulonu, który odbiera wszelkie możliwości ruchu. To okropna śmierć. Wykrycie tej substancji w ciele jest możliwe tylko 24 godziny po fakcie”, podkreślał na antenie Telewizji Republika trzy lata temu Sławomir Izdebski, wieloletni współpracownik Andrzeja Leppera. W jego opinii śmierć lidera Samoobrony nie była samobójstwem. Mimo że prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie i biegli byli pewni, że polityk targnął się na swoje życie, jego przyjaciel ma na ten temat zupełnie inne zdanie. „Andrzej Lepper miał wiele informacji, które wstrząsnęłyby wymiarem sprawiedliwości, miał ujawnić szokujące dokumenty Jarosławowi Kaczyńskiemu. Te dokumenty zostały skradzione. Następnie jego prawnik, który posiadał kopie, również został zamordowany (...) Andrzej Lepper miał materiały, które mogły skompromitować Waldemara Pawlaka i Donalda Tuska. Do dnia dzisiejszego nie została ujawniona umowa z Gazpromem, którą podpisał Waldemar Pawlak. Kulisy spotkań, poza granicami naszego miasta ze stroną rosyjską, również posiadał Andrzej”, relacjonował Sławomir Izdebski. W jego opinii w śledztwie zignorowano szereg istotnych szczegółów, które mogłyby wskazywać na udział osób trzecich. „Andrzej nigdy nie otwierał okna, nie znosił bałaganu, był pedantem. Nagle w dniu jego śmierci okna są otwarte, wszędzie jest syf i brud. To jest niemożliwe! Rusztowanie obecne w dniu śmierci, było postawione pod oknem Leppera. Nie miało to sensu, ponieważ remont był zakończony. W momencie jego śmierci wyłączony został monitoring, wydano komunikat, że nie było prądu, ale prąd był! Działała lodówka, programy na komputerze. Dlaczego sejf został otwarty?”, pytał retorycznie mężczyzna. W końcu wprost nazwał śmierć lidera Samoobrony „zabójstwem na zlecenie”. Dlaczego? „Możemy się domyślać, kto go zabił, ale nikt tego nie wie na pewno. To morderstwo było zlecone. Czas pokaże, wystarczy ustalić, kto był w łazience z Andrzejem Lepperem. Chodziło o biznes. Dokumenty, które on posiadał, wysadziłyby PO na wieki wieków. Posiadał wiedzę o największych aferach”, zapewniał Izdebski. Czytaj też: Andrzej Lepper: "Widzę siebie w roli pozytywnego dyktatora". Przypominamy kultowy wywiad Najsztuba Śmierć Andrzeja Leppera: tajemnice, kontrowersje, teorie spiskowe Polityk został znaleziony martwy w swoim biurze w centrum Warszawy w piątek 5 sierpnia 2011 roku. Według ustaleń organów ścigania, miał popełnić samobójstwo, wieszając się w łazience na sznurku do snopowiązałki. Przyczyną, według prokuratury, była depresja, spowodowana „postępowaniami karnymi, upadkiem politycznym, wielotysięcznym zadłużeniem i bankructwem finansowym partii”. Nie stwierdzono, by ktokolwiek nakłaniał do śmierci szefa Samoobrony lub brał udział w całym zdarzeniu. Decyzję o tym, by umorzyć śledztwo, przesądziły opinie biegłych z zakresu badań biologicznych, których wyniki nie wskazują, aby do zgonu przyczyniły się działania bądź zaniechania osób trzecich. Także na sznurze, na którym powiesił się Andrzej Lepper, nie odnaleziono śladów DNA innych osób. Śledztwo, które miało potwierdzić lub wykluczyć udział osób trzecich, zostało umorzone jeszcze w tym samym roku. Na tym jednak nie koniec. Dziennikarz Wojciech Sumliński, powołując się na funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Tomasza Budzyńskiego był wyznawcą teorii, że Andrzej Lepper został zamordowany. Jego wersji zaprzeczył jeden ze współpracowników lidera Samoobrony, Janusz Maksymiuk. Twierdził, że byli w trakcie planowania nowej kampanii wyborczej. W 2014 roku w filmie Służby specjalne nawiązano do sensacyjnego wątku upozorowanego na samobójstwo zabójstwa. Temat powrócił trzy lata później. W 2017 roku Tomasz Sekielski apelował, by śledztwo wznowić i wyjaśnić wszelkie wątpliwości. „Być może nadszedł czas, by prokuratura wróciła do sprawy śmierci Andrzeja Leppera. Dziwne interesy i jeszcze dziwniejsze znajomości, polityczny upadek i kłopoty finansowe. W tle zaś wielka teoria spiskowa pobudzająca wyobraźnię. Czy człowiek, który zdobył szczyty władzy, skończył jako zdesperowany samobójca?”, przypomina jego słowa Wirtualna Polska. Argumentował wówczas, że kontrowersje wokół samobójstwa lidera Samoobrony wciąż są dla wielu osób źródłem wątpliwości, co do prawdziwych przyczyn jego śmierci. „Wątpliwości i pytania sprawiają, że wciąż wiele osób nie wierzy w samobójstwo Andrzeja Leppera. Czy rozwiązaniem zagadki jego tajemniczej śmierci są niejasne interesy, które próbował prowadzić? A może wszedł w posiadanie informacji, które nigdy nie miały trafić w jego ręce?”, zastanawiał się wówczas Tomasz Sekielski. Także Piotr Tymochowicz w wywiadzie dla dziennika Fakt ujawnił, że Andrzej Lepper był tuż przed śmiercią szantażowany. „Trzy, cztery tygodnie przed śmiercią, zaginął mu czarny notes. Miał tam wiele cennych notatek. Były tam nie tylko ważne daty, spotkania, ale i fakty, bardzo osobiste wpisy, z pewnością nie dla wszystkich wygodne. Miał wiele cennych informacji, numery telefonów do osób, które mu przekazywały tajne dokumenty. Bał się, że po kradzieży notesu informatorzy mogą wpaść w tarapaty (…) Mówił, że prawdopodobnie notes zniknął z biura lub samochodu. Później ktoś wydzwaniał do Andrzeja i szantażował go mówiąc, że ma jego zapiski”, ujawnił specjalista do spraw wizerunku. Czy po dziesięciu latach od śmierci polityka śledztwo w tej sprawie zostanie wznowione? \ Zobacz także: Syn Andrzeja Leppera wejdzie do wielkiej polityki? Ujawnił tajemnicę! 1/6 Copyright @Archiwum prywatne 1/6 Andrzej Lepper na koniu jako dziecko. Zdjęcie pochodzi z archiwum prywatnego nieżyjącego polityka. 2/6 Copyright @Archiwum prywatne 2/6 Andrzej Lepper w mundurze. Przyszły polityk służył w tym czasie w wojsku. 3/6 Copyright @Archiwum prywatne 3/6 Andrzej Lepper z żoną i dziećmi. Zdjęcie pochodzi z archiwum prywatnego nieżyjącego polityka. 4/6 Copyright @Piotr Małecki 4/6 5/6 Copyright @Pior Małecki 5/6 Wokół jego śmierci wciąż istnieje jednak wiele tajemnic i niejasności. 6/6 Copyright @Piotr Małecki 6/6 @
W ciągu kilku dni tajemnica śmierci Andrzeja Leppera (+57 l.) może zostać wyjaśniona. - Będę miał kolejne nagrania z wypowiedzią szefa Samoobrony. Wskazuje on na nich nazwisko osoby, mogącej mieć bezpośredni związek z tymi dramatycznymi wydarzeniami - zapewnia "Super Express" detektyw Krzysztof Rutkowski (51 l.). Nagrania będą kontynuacją rozmowy, której pierwszą część ujawniliśmy wczoraj. W czwartek "Super Express" ujawnił minutową wypowiedź Leppera, którą nagrał 3 dni przed tajemniczą śmiercią w swoim warszawskim biurze. Nie mamy złudzeń. Szef Samoobrony wyraźnie boi się o swoje życie. Jest przestraszony. - Przecież to nie problem dzisiaj, korzystając z tej sztuki wojny, na końcu to trzeba wbić nóż i koniec no - mówi Lepper w tym nagraniu, zarejestrowanym amatorską kamerą. W dalszej części wypowiedzi przyznaje, że współpracownicy go ostrzegają. - Mówią do mnie: panie, pana wykończą, oni panu nie podarują. Niech pan uważa - kończy Lepper pierwszą część tego wywiadu. Płyta z zapisem tej rozmowy trafiła w ręce detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Przekazał mu ją nieznajomy mężczyzna w trakcie pogrzebu szefa Samoobrony. - Ten człowiek obserwował mnie przez cały pogrzeb. Moi ludzie także to zauważyli. Nie znam go. To był wysoki szatyn, normalnej budowy ciała. W końcu podszedł, przekazał mi kopertę z płytą, mówiąc: to pomoże Andrzejowi - opowiada nam Rutkowski. - Znajdę go - mówił jeszcze dwa dni temu Rutkowski. NOWE NAGRANIA wskażą winnych śmierci Leppera Minęło kilkanaście godzin i detektyw już wie, kim jest ten człowiek. - Rozmawialiśmy. Ma mi przekazać kolejne szokujące nagrania, na których będzie wskazane nazwisko osoby, która prawdopodobnie ma bezpośredni związek z tymi dramatycznymi wydarzeniami. Z tego co zapewnia, te materiały mogą obciążyć osoby z najbliższego grona Andrzeja Leppera - dodaje detektyw, który nie chce zdradzić, kim jest mężczyzna przekazujący nagrania. - On obawia się o swoje życie. Przebywa poza granicami. Zapewniłem go, że może liczyć na moją ochronę - podsumowuje Rutkowski.
Fragment książki pt. „Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera” Wojciecha Sumlińskiego, której premiera w „Dobre Miejsce” przy UKSW ul. Dewajtis 3 w Warszawie – 29 listopada godz. 18 00. PRZECZYTAJ FRAGMENT! „Następny miesiąc spędziłem na zajmowaniu się tym, czym zajmowałem się „od zawsze” – to znaczy, czym zajmowałem się do czasu, nim ludzie na wysokich stołkach, sprzedajni prokuratorzy oraz ich pomagierzy ze służb specjalnych pod patronatem prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego wzięli się za mnie na serio i na kilka lat zamienili moje życie w przedpiekle, doprowadzając do załamania i próby samobójczej. Jednym zdaniem zajmowałem się archiwami, powiązaniami, sprawami gospodarczymi i łączeniem tych wszystkich „kropek” i „kropeczek”, które dotyczyły Andrzeja Leppera. Jeśli tylko pojawiały się jakieś informacje, weryfikowałem je, a pomagał mi w tym zastęp informatorów z dawnych lat, tych wszystkich, którzy mi jeszcze pozostali i którym jeszcze chciało się grzebać w brudach tego świata. Reszty dokonały nieograniczone – jak autentycznie uważałem obserwując jego pracę – możliwości i niebywała, aż niepokojąca mnie, bo wyglądająca wręcz na sprawę osobistą, determinacja majora Tomasza Budzyńskiego, byłego szefa delegatury ABW w Lublinie. Kontakty i możliwości Tomka w połączeniu z bezprecedensowym poziomem motywacji umożliwiły mi poznanie Andrzeja Leppera od każdej możliwej strony. Zastanawiałem się, jak określić to, co odkryłem – a raczej co wspólnie odkryliśmy. Jeśli to, co zgotowano mnie, nazywałem „przedpieklem”, to jak określić świat, w który dał się uwikłać szef Samoobrony? Nie miał złych intencji – po kilkunastomiesięcznej analizie jego życia nie miałem co do tego wątpliwości. A jednak dał się wciągnąć w taki gąszcz działań na styku polskich, ukraińskich i rosyjskich służb specjalnych, jakiego nie widziałem jeszcze nigdy i nigdzie. Był jak piłka, którą grano lub jak posłaniec, który biega między miernotami na wysokich stołkach, tytułowanymi dla niepoznaki „autorytetami”. Dopiero teraz zrozumiałem, że Andrzej Lepper takim, jakim był, czyli w sumie dość prostolinijnym, naiwnym człowiekiem, ani lepszym, ani gorszym od wielu innych, w tym cynicznym świecie złych, pokrętnych, pozbawionych zasad ludzi, których prawica po latach intryg i knowań nie wiedział już, co czyni lewica – nie miał najmniejszych szans. Dopiero teraz zrozumiałem, że to nie mogło skończyć się dobrze – nie mogło skończyć się inaczej niż się skończyło. Od czego zaczęło się to wszystko? Od powstania partii „Przymierze Samoobrona” w styczniu 1992? A może jeszcze wcześniej, od roku 1991, kiedy to wskutek Planu Balcerowicza tysiące rolników wpadło w pułapkę kredytową? Jest faktem, że to właśnie te dramaty stały się zalążkiem przyszłych wydarzeń i kariery politycznej prostego rolnika z Zielnowa, który został wicepremierem. 27 lipca 1991 roku został zawiązany w Darłowie komitet protestacyjny, którego głównym postulatem była pomoc gminnych władz dla rolników poszkodowanych przez powódź. Przywódcami protestu byli Stanisław Muszyński i Andrzej Lepper, którzy w tamtym czasie nie byli w ogóle przygotowani do realizacji poważniejszych wystąpień na szerszą skalę. Ot naturszczycy, których do wyjścia na ulicę zmusiła pogłębiająca się zapaść materialna. Rolnicy z Darłowa nawiązali kontakt z innymi protestującymi grupami i ośrodkami na terenie całego kraju i tak na przełomie września i października 1991 roku zorganizowano pod Sejmem pierwszą dużą manifestację. Lepper był tylko jednym z prekursorów rodzącego się ogólnopolskiego ruchu społecznego, ale już wtedy został „zdiagnozowany” i „wytypowany” do realizacji dalekosiężnych celów politycznych. W styczniu 1992 roku Sąd Okręgowy w Warszawie zarejestrował Związek Zawodowy Rolnictwa Samoobrona, którego założycielami byli Andrzej Lepper, Maria Zbyrowska, Józef Żywiec, Renata Beger, Genowefa Wiśniowska – rolnicy mający faktyczne problemy ze spłatą kredytów zaciągniętych na działalność gospodarczą, ale oprócz nich w komitecie założycielskim Związku znaleźli się Roman Wycech, syn marszałka Sejmu w okresie PRL i Paweł Skórski, były oficer SB, zastępca Leppera. Faktycznym twórcą sukcesu organizacyjnego i wizerunkowego Andrzeja Leppera w tamtym czasie był jednak Edward Kowalczyk, były minister łączności w rządach Józefa Cyrankiewicza, Piotra Jaroszewicza i Edwarda Babiucha, wiceprezes NIK i wicepremier w rządzie Wojciecha Jaruzelskiego, wielokrotny poseł na Sejm. Na początku lat dziewięćdziesiątych Kowalczyk rozpoczął współpracę ze Stanisławem Tymińskim, a po nim – z Andrzejem Lepperem. Czego szukał profesor cybernetyki w tak, wydawałoby się, egzotycznym towarzystwie? Otóż Kowalczyk jako pierwszy dostrzegł potencjał polityczny u chłopskiego przywódcy i postanowił oszlifować ten „diament”. Aż do swojej śmierci był „cichym” doradcą przywódcy Samoobrony. Początek lat dziewięćdziesiątych, to czas, gdy wicepremierem i ministrem finansów w nowym rządzie „wolnej Polski” pozostawał Leszek Balcerowicz. Na jego ponowne powołanie presję wywierała ambasada Stanów Zjednoczonych, traktując tę postać jako gwaranta realizacji amerykańskich interesów gospodarczych w Polsce. Nie tylko zresztą amerykańskich. Ówczesny minister finansów Niemiec, Theo Weigel uznał publicznie Balcerowicza jeszcze za „najlepszą inwestycję niemiecką w Polsce”. Z perspektywy lat i analizy wydarzeń łatwiej zrozumieć, czyje interesy naprawdę reprezentowali tacy politycy, jak Donald Tusk czy wspomniany ekonomista rodowodem z Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR, Leszek Balcerowicz. Rząd Bieleckiego–Balcerowicza kontynuował plany Sorosa–Sachsa. Sam Balcerowicz realizował politykę recesji gospodarczej jako antidotum na wszystkie problemy ekonomiczne. W efekcie jego działalności największe załamanie nastąpiło w transporcie, hutnictwie, górnictwie, przemyśle włókienniczym i elektromaszynowym, rekordowo wzrosło bezrobocie, osiągając poziom ponad dwóch milionów osób, czyli ponad dwanaście procent ogółu „siły roboczej”. Jednorazowe przejście w rozliczeniach wymiany handlowej ze Związkiem Radzieckim z rubli transferowych na dewizy, bez zastosowania „amortyzatorów” dla tego szoku w postaci towarowej wymiany barterowej, doprowadziło do pogłębienia recesji. Metodą likwidacyjną, doprowadzając do tzw. „prywatyzacji” czyli bankructwa i sprzedaży za bezcen już tylko w pierwszym rzucie doprowadzono kilkaset wielkich przedsiębiorstw, a wszystko to w sytuacji, w której możliwości uwłaszczenia pracowniczego i obywatelskiego były przez czynniki polityczne blokowane. Tym samym stworzono idealną sytuację rynkową dla wyprzedaży polskich przedsiębiorstw za bezcen, głównie w ręce obcego kapitału, działaczy postkomunistycznych i także tych działaczy opozycji solidarnościowej, którzy zawarli z komunistami układy. Oczywiście nie zapomniano o ludziach powiązanych z peerelowskimi służbami specjalnymi, o „wizjonerach biznesu” – na jakich kreowano później różnej maści Kulczyków, Wejchertów, Walterów et consortes. Wszystkie te działania w sposób naturalny rodziły bunt społeczny i tworzenie się gruntu dla partii protestu społecznego, które jednak także – bo nic nie zostawiono przypadkowi – były kreowane przez „środowiska” zmierzające do utrzymania kontroli nad sytuacją polityczną i które politykę kontroli w jakiejś mierze realizują skutecznie do dziś. „Środowiska” owe wywodziły się w głównej mierze z Wojskowej Służby Wewnętrznej przekształconej w 1991 roku w Wojskowe Służby Informacyjne, w mniejszym stopniu – z rozwiązanej Służby Bezpieczeństwa, której liczni oficerowie w „wolnej Polsce” „przekwalifikowali się” na oficerów Urzędu Ochrony Państwa. Inicjatywa nadzorowania nie była jednak samoistnym pomysłem osób związanych ze służbami specjalnymi i aparatczykami partii nieboszczki. Starożytną sentencję „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” wypadało zmodyfikować tylko nieznacznie, zamieniając „Rzym” na „Moskwę” – i już wszystko się zgadzało. Rosjanie mieli – i wciąż mają – w Polsce tysiące „pretorian” w osobach dawnych żołnierzy WSI oraz – co ważniejsze – w osobach ich agentury ulokowanej we wszystkich możliwych strukturach biznesu, mediów, bankowości i wielkiej polityki. To nie przypadek, że w III RP, nazywanej dla niepoznaki „wolną Polską” po włączeniu któregokolwiek kanału TVN, telewizji powstałej dzięki funkcjonariuszom i współpracownikom WSW oraz WSI czy Polsatu, stworzonego przez Zygmunta Solorza vel Zygmunta Kroka vel Piotra Podgórskiego – można było zobaczyć więcej komentatorów vide generał Marek Dukaczewski, były szef WSI czy generał Gromosław Czempiński, były szef Wywiadu i UOP, twórca tak zwanego „kapitalizmu bezpieczniackiego”, niż grzybów w dobrym barszczu. By nie stracić kontroli nad żadnym aspektem sytuacji politycznej, na takim podłożu – podłożu słusznego niezadowolenia społecznego, wynikającego z bandyckiej grabieży majątku narodowego prowadzonej przez tak zwane „elity” wykreowane z postkomunistów i działaczy Solidarnych, którzy zdradzili jej ideały – na początku lat dziewięćdziesiątych powstała partia „X”, egzotycznego polskiego biznesmena działającego w Peru, Stana Tymińskiego. Działała tu prosta zasada – jeśli nie można zablokować pochodu, należy stanąć na jego czele i poprowadzić na manowce. Czas pokazał, jak wielką iluzją były wybory prezydenckie, w których trzeba było dokonać „selekcji” pomiędzy Stanem Tymińskim, Lechem Wałęsą a Tadeuszem Mazowieckim – wybór, który w gruncie rzeczy nie był żadnym wyborem. Świat wielkiej mistyfikacji, iluzji, kreowanej rzeczywistości miał święcić w Polsce tryumfy jeszcze przez dwadzieścia następnych lat – a w jakiejś mierze święci tryumfy do dziś – ale skąd Polacy mieli się o tym dowiedzieć, skoro wszystkie nitki w swoich brudnych łapskach trzymali właśnie ci, którzy tę rzeczywistość kreowali? Przy okazji lansowania Stana Tymińskiego objawiła się inna ciekawa postać. Piotr Tymochowicz – bo o nim mowa – określający się jako specjalista od tworzenia wizerunku politycznego rozpoczynał karierę w latach osiemdziesiątych, współprowadząc program telewizyjny „Halo komputer”, a było to w czasach, gdy komputery znano z opowieści. Potem była firma PR, aż przyszedł czas na projekty polityczne – tu Tymochowicz zawsze mógł liczyć na przychylność mediów, jakiej zazdrościło mu wielu. Po rozstaniu z Tymińskim, który rozbłysnął jasnym, lecz krótkotrwałym płomieniem, w następnych latach Tymochowicz dziwnym trafem objawiał się zawsze tam, gdzie pojawiali się liderzy nowych partii i ruchów wykorzystujący niezadowolenie społeczne. Tak było najpierw z Andrzejem Lepperem, a gdy jego najlepszy czas minął – z Januszem Palikotem. Tymochowicz działał w oparciu o określony schemat: odpowiedni dla zapotrzebowania politycznego człowiek, promocja w mediach i skok poparcia – a u swoich podopiecznych wszczepiał zawsze naczelną zasadę marketingu politycznego: nie jest ważne, czy o człowieku mówią dobrze czy źle, ważne, żeby mówili i nie przekręcali nazwiska. Bo polityk przegrany, to polityk zapomniany. W oparciu o takie wytyczne „projekt Samoobrona” został „odpalony” na przełomie 2000/2001 roku. Do tego momentu Lepper był politycznym straszakiem, który w razie potrzeby uruchamiano. W pierwszych latach działalności Samoobrona nie była partią liczącą się na polskiej scenie politycznej. Związana ze środowiskami nacjonalistycznymi skupionymi wokół byłego posła Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, Leszka Bubla, miała marginalne znaczenie. W wyborach parlamentarnych w 1993 roku występując pod nazwą „Samoobrona Andrzeja Leppera” uzyskała 2,7 procent poparcia i to mimo że z list ugrupowania startowali Kazimierz Górski, Władysław Komar, Jerzy Kulej czy Andrzej Supron. W kolejnych wyborach do parlamentu, w 1997 roku, tym razem występując pod nazwą „Przymierze Samoobrona” ugrupowanie Leppera uzyskało 0,08 procent poparcia. Wydawałoby się – gorzej być nie może, „projekt Samoobrona” właśnie sięgnął dna i dalsze starania nie mają najmniejszego sensu. Tu jednak dała o sobie znać twarda skóra szefa Samoobrony, który nie zamierzał się poddawać. Należał bowiem do tych nielicznych, którzy potrafią zadać wiele ciosów – ale jeszcze więcej potrafią przyjąć Przed wyborami w 2001 roku sondaże nie dawały Samoobronie szans, ale właśnie wtedy nastąpił przełom – a nastąpił za sprawą generałów, którzy postanowili na serio zająć się Lepperem i jego partą. Było ich wielu, ale najważniejsze postacie, które w tamtym czasie pojawiły się wokół Leppera, to generał Zygmunt Poznański, absolwent Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR imienia Woroszyłowa, nieformalnie dowodzący „frakcją wojskowych” w Samoobronie i Kazimierz Głowacki, kursant specjalistycznych szkoleń operacyjnych w GRU, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych. W szeroko rozumianej grupie doradców Samoobrony było wielu innych wojskowych, na przykład Zdzisław Kazimierski, były dowódca Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej w Legionowie, ale jako szczególnie ważna postać na tym polu jawił się pułkownik Marek Mackiewicz, były wiceszef kontrwywiadu wojskowego. Tak więc Andrzej Lepper otoczony został kordonem byłych żołnierzy WSI wykonujących w dalszym ciągu polecenia generała Marka Dukaczewskiego, pełniącego funkcję szefa tej służby, realizującego szereg przedsięwzięć z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim i w mniejszym stopniu z premierem Leszkiem Millerem. Przywódca Samoobrony realizował w działalności partyjnej wytyczne otrzymywane z siedziby WSI, czego przykładem był stosunek do ustawy forsowanej przez niektórych polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej, mającej na celu połączenie wywiadu wojskowego i cywilnego, co SLD deklarowało przed wyborami. W trakcie prac nad ustawą o WSI politycy Sojuszu zmienili jednak zdanie, a posłowie Samoobrony – choć teoretycznie opozycyjni – rzecz jasna, wsparli projekt rządowy. Tym samym zachowane zostało status quo i WSI pozostały w starym kształcie organizacyjnym. Kreując Andrzeja Leppera generałowie nie mogli pozwolić sobie na ryzyko, by szef Samoobrony pozostał bez kontroli. I tak u boku Leppera pojawiła się postać Janusza Maksymiuka, absolwenta Akademii Rolniczej, członka PZPR, uczestnika obrad Okrągłego Stołu po stronie rządowej, posła na Sejm z poparcia PSL, a potem SLD. To jednak niepełna informacja. W kwietniu 1989 roku, jeszcze przed powstaniem rządu Tadeusza Mazowieckiego, powstała spółka Cenrex, przechodząca później szereg modyfikacji, która uzyskała koncesję na obrót sprzętem specjalnym – czyli handel bronią – a w której ważną rolę odgrywał właśnie Janusz Maksymiuk. Kilka lat później powstała fundacja założona przez żołnierzy WSI, „Pro Civili”, której jednym z „ojców założycieli” był znów nie kto inny, jak właśnie Janusz Maksymiuk – i to właśnie on poznał Leppera z Konstantym Malejczykiem, byłym szefem WSI. Prócz „wzmocnienia” składu Samoobrony osobą Janusza Maksymiuka, zadbano także o przygotowanie merytoryczne przewodniczącego partii. I w tym momencie wkroczył na scenę wspomniany Piotr Tymochowicz. Strategia kampanii wyborczej sprowadzała się do zmiany przaśnego wizerunku Andrzeja Leppera, przeobraże Źródło: Telewizja Republika
Najlepsza odpowiedź EKSPERTroyalist odpowiedział(a) o 16:34: Pewnie jego śmiercią bardzo zcęsto iw podejrzanych okolicznościach ginęli jego mówił, że pewnego dnia usłyszał "pana zabiją...nie darują panu". Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 16:36 niby sam sie powiesił ale i tak w to nie wierze ktos go powiesił ten cały sejm to jedna wielka mafia blocked odpowiedział(a) o 16:28 Nie wypada zadawać tego typu pytań o zmarłych. Tak samo jak zabił Prezydenta Kaczyńskiego i resztę świetnych polityków w Smoleńsku :) Na Zapytaj nikt ci tego nie powie...może jakiś przeciwnik polityczny który chciał go wygryźć... Gasipies odpowiedział(a) o 19:38 Czy wiesz o czymś o czym my nie wiemy skoro opowiadasz takie bzdury? Uważasz, że ktoś się myli? lub Polecamy
Pytanie "kto zabił Andrzeja Leppera?" i żądanie "przejrzystego śledztwa od Polski i Europy" w sprawie śmierci szefa Samoobrony zabrzmiało w materiale białoruskiej telewizji państwowej nadanym w niedzielę wieczorem. Wystąpił w nim wiceszef uznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi Mieczysław Łysy, który powiedział, że rozmawiał z Lepperem ok. godz. 22 w czwartek. Wówczas szef Samoobrony spytany, co u niego, odpowiedział, że wszystko jest Od pierwszych minut po znalezieniu ciała władze polskie, media i internet uparcie narzucają jedną wersję - samobójstwo - mówił komentator w cotygodniowym programie publicystycznym "W centrum uwagi". Następnie w materiale zabrzmiała ocena, że pojawiają się teraz "dwa główne pytania: komu przeszkadzał nieugięty polityk i kto zabił Andrzeja Leppera?".Telewizja oznajmiła, że w mediach polskich "przemilczane jest główne pytanie - czy Andrzej Lepper odszedł z własnej woli?". Zacytowano wypowiedzi byłych współpracowników szefa Samoobrony: Wandy Łyżwińskiej, Janusza Maksymiuka i Renaty Beger, które były przekazywane przez polskie media. Komentator dodał: - Są to świadectwa bliskich i kolegów, ale ich słów nie przekazuje centralna prasa demokratycznej Polski i w śledztwie nie są one ZPB Mieczysław Łysy powiedział prowadzącemu program, że rozmawiał z Lepperem około godz. 22 w czwartek. Jak relacjonował, zapytał na koniec: - A jak w ogóle, panie Andrzeju, jak osobiste sprawy?. Lepper wówczas odpowiedział: - Wszystko znakomicie, wszystko dobrze, wszystko w porządku. Umówili się na telefon w piątek. Jak mówił Łysy, po całodziennym oczekiwaniu otrzymał telefon z polskiego numeru, ale głos w słuchawce powiedział: - Andrzej Lepper nie wskazał, że spotykał się z Lepperem za każdym razem, kiedy szef Samoobrony był na Białorusi, przyjeżdżał on tam także na zaproszenie Łysego. Ostatni raz był na tydzień przed śmiercią. Wówczas "nie było w ogóle żadnych oznak, że coś może się wydarzyć" - ocenił wiceszef oficjalnego następnie: - Nie sądzę, żeby człowiek tak obowiązkowy, który tak troszczył się o swoją rodzinę, nagle zostawił wszystko. Zapytany o możliwe tło śmierci Leppera, zauważył, że w Polsce "w czwartek wieczorem ogłoszono datę wyborów prezydenckich" (chodzi o wybory parlamentarne), a w piątek "wydarza się taka tragedia".Komentator białoruskiej TV porównał śmierć Leppera do śmierci opozycyjnego białoruskiego dziennikarza Aleha Biabienina, którego znaleziono powieszonego we wrześniu 2010 roku. Eksperci OBWE, którzy badali w 2011 r. materiały śledztwa białoruskiego ws. śmierci Biabienina orzekli, że popełnił on samobójstwo; współpracownicy dziennikarza nie wierzyli, by to Co się wówczas zaczęło - żądano śledztwa międzynarodowego, obwiniano władze, o co popadnie. A tutaj, gdy w zagadkowych okolicznościach umarł główny opozycyjny polityk, zapadła cisza; policja wydała dziwne, pośpieszne oświadczenia - mówił programie poinformowano, że w odpowiedzi na głosy o domniemanych zabójstwach politycznych na Białorusi i w Rosji kraje te "zapraszały ekspertów, kryminologów i prasę". - Czas teraz, by żądać tego samego od Warszawy. Póki co, tam panuje milczenie. Skąpe słowa policji i prokuratury, jedyna wersja, kontrolowanie prasy - tak nie zachowują się partnerzy, tak nie postępuje się wtedy, kiedy nie ma nic do ukrycia. Jest moralne prawo, by żądać przejrzystego śledztwa od Polski i Europy - mówił komentator. - Kiedy politycy polscy przypisywali samobójstwa i zabójstwa polityczne Rosji i Białorusi, eksperci ostrzegali: jeśli Warszawa mówi o politycznej rozprawie z oponentami, to znaczy, że sama jest do tego zdolna, że dopuszcza, iż można tak działać w polityce - dodał materiale białoruskiej telewizji Andrzej Lepper był nazywany "najbardziej znanym opozycyjnym polskim politykiem" i "szczerym przyjacielem Białorusi"; przypomniano jego pozytywne wypowiedzi o Samoobrony, b. wicepremier rządu PiS-LPR-Samoobrona, został znaleziony martwy w piątek w warszawskiej siedzibie partii. Na miejscu nie znaleziono listu pożegnalnego. Niektórzy byli współpracownicy Leppera nie wierzą w samobójstwo.
kto zabił andrzeja leppera